W ostatnią niedzielę stycznia, 25 stycznia, świętowaliśmy Dzień Trędowatych. Przede wszystkim poprzez uczestnictwo TPT w uroczystej Mszy św. w bazylice oo. jezuitów w Krakowie, a ponadto przewodnicząca wzięła udział w Audycji dla Chorych w Radiu Maryja. Poprzedniego dnia, w sobotę dwoje członków TPT zostało zaproszonych do audycji w Radiu Kraków, na temat pomocy dla chorych na trąd.
Relacja z Wieczoru Galicjowego wg jego autorki i jednocześnie prowadzącej, znanej piosenkarki, Lidii Jazgar:
Światowy Dzień Trędowatych. Pomoc z Krakowa trafia na Madagaskar
Sobota, 2026.01.24
W ostatnią niedzielę stycznia obchodzony jest Światowy Dzień Chorych na Trąd – święto ustanowione w 1954 roku przez Raoula Follereau. Choć wielu osobom trąd kojarzy się z odległą przeszłością, choroba wciąż istnieje i dotyka milionów ludzi. O tym, jak wygląda dziś pomoc chorym i dlaczego Kraków ma w tej historii swoje szczególne miejsce, opowiadali w audycji „Wieczór Galicjowy” Elżbieta i Wojciech Jastrzębscy z Towarzystwa Przyjaciół Trędowatych im. bł. o. Jana Beyzyma – organizacji pożytku publicznego działającej przy krakowskich jezuitach.
Trąd to przewlekła choroba zakaźna o długim okresie inkubacji, często bagatelizowana na początku. Zaczyna się niepozornie – od jasnych plam na skórze – a rozpoznanie bywa odkładane, także ze względu na lęk i wstyd. Elżbieta Jastrzębska zwracała uwagę, że chorzy często zgłaszają się po pomoc dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana i dochodzi do uszkodzeń nerwów oraz utraty czucia w palcach. Wtedy leczenie jest trudniejsze, a skutki – bardziej dramatyczne.
Według przywoływanych w rozmowie danych, na świecie żyje około trzech milionów chorych, a każdego roku przybywa około 200 tysięcy nowych przypadków. Choroba jest uleczalna, ale terapia skojarzona bywa dla pacjentów bardzo obciążająca. Jastrzębska wspominała swoją wizytę w leprozorium w Maranie na Madagaskarze: po podaniu dawek leków chorzy byli tak osłabieni, że leżeli przykryci kocami, mimo ciepła panującego na zewnątrz. Trąd – jak podkreślali goście – to nie tylko problem medyczny, ale też społeczny, bo chorobie od wieków towarzyszy stygmatyzacja. W wielu miejscach świata ludzie dotknięci trądem są wypychani poza margines, uznawani za „wyrzutki”, a nie za pełnoprawnych członków wspólnoty.
Od listów ojca Beyzyma do prawdziwej pomocy
Towarzystwo Przyjaciół Trędowatych im. o. Jana Beyzyma działa od 37 lat. Jak opowiadali Elżbieta i Wojciech Jastrzębscy, wszystko zaczęło się od odkrycia i udostępnienia listów o. Beyzyma przez jezuitę o. Czesława Drążka, postulatora w procesie beatyfikacyjnym misjonarza. Lektura listów była momentem przełomowym – uświadomiła świeckim, jak wielkie dzieło rozpoczął Polak i jak bardzo potrzeba kontynuacji tej misji.
Bł. o. Jan Beyzym – urodzony na Wołyniu – wyjechał na Madagaskar pod koniec XIX wieku. Wyruszył z Krakowa, z bazyliki jezuitów przy ul. Kopernika, a potem przez Francję dotarł statkiem na wyspę. Tam podjął decyzję, która na tamte czasy była wyjątkowa: zamiast tworzyć izolowane leprozorium, postanowił zbudować dla trędowatych prawdziwy szpital. Placówka w Maranie ma już ponad sto lat i – jak zauważyła Elżbieta Jastrzębska po wizycie na miejscu – mimo modernizacji wciąż w dużej mierze przypomina tę z czasów Beyzyma.
Beyzym już w epoce zaborów potrafił poruszyć serca ludzi w Polsce – jego listy, publikowane w kraju, sprawiły, że mimo powszechnej biedy udało się zebrać środki na budowę szpitala. Wojciech Jastrzębski podkreślał, że do dziś ogromne wrażenie robią mu drobne, ale regularne wpłaty: to właśnie z takich „wdowich groszy” składa się realna pomoc dla tych, których społeczeństwo często odrzuca.
„Naszą ideą, naszą misją, naszym celem jest pomóc tym, którym nikt nie chce pomóc.”
Marana dziś i „czarne pisklęta”, o których nikt nie pamięta
Współczesna Marana to ośrodek prowadzony przez siostry św. Józefa z Cluny. Jak relacjonowała Elżbieta Jastrzębska, pracuje tam osiem sióstr – wśród nich m.in. lekarka, pielęgniarka położna i nauczycielka – dzięki czemu miejsce jest w dużej mierze samowystarczalne. Dzieci uczą się na miejscu, a później są dowożone do szkoły w pobliskim mieście. Na terenie ośrodka działa ambulatorium i zapewniana jest podstawowa opieka, w tym opatrunki. Szpital był planowany na 150 osób, dziś przebywa tam mniej więcej połowa tej liczby.
W liście o. Beyzyma z 28 kwietnia 1900 roku misjonarz pisał o tym, że trędowatych „nie uważa się za ludzi”, że są wypędzani i zostawiani na pastwę głodu i choroby. Ten zapis – mimo upływu lat – wciąż tłumaczy, dlaczego pomoc dla chorych na trąd jest tak ważna i dlaczego nie można jej sprowadzać wyłącznie do kwestii leczenia.
Elżbieta Jastrzębska mówiła też o codzienności na Madagaskarze poza samym ośrodkiem: o ogromnej biedzie, żebractwie, matkach proszących o wsparcie oraz o skali zarobków, które nie pozwalają utrzymać rodziny. Jednocześnie zwróciła uwagę na życzliwość i serdeczność mieszkańców. Wspomniała również o wanilii – jednej z wizytówek wyspy – którą dostała na miejscu.
Towarzystwo utrzymuje się z darowizn i podkreśla, że wszystkie pieniądze przeznaczane są na pomoc w Maranie. Wyjazdy na miejsce – jeśli ktoś chce zobaczyć ośrodek – odbywają się prywatnie, tak, by nie uszczuplać środków dla chorych. Jastrzębska przyznała, że dziś najważniejsza jest informacja: kiedyś prowadzono zbiórki do puszek czy akcje w tramwajach, ale obecnie pozostaje przede wszystkim opowiadanie o misji, ulotki, artykuły i odsyłanie do strony internetowej z numerem KRS i kontem. Elżbieta Jastrzębska podkreślała, że chorzy w Maranie codziennie modlą się za darczyńców.
„Nie przestawajcie pomagać trędowatym.”
Przekaż 1,5 %
Organizacja pożytku publicznego o numerze KRS: 0000046094
Wszelkie datki można wpłacać na nasze konto
w Banku PEKAO S.A. 83 1240 4432 1111 0000 4728 0481
–oo0oo–
Oto zdjęcia z sobotniego Wieczoru Galicjowego


Audycja dla chorych: Dzień osób chorych na trąd
25 stycznia 2026 13:00
dr Kazimierz Szałata, Fundacja Karola Follereau, Warszawa Elżbieta Jastrzębska, Towarzystwo Przyjaciół Trędowatych im. O. Jana Beyzyma, Kraków / Radio Maryja
